Limit cierpienia

Czy człowiek jest w stanie dożyć do takiego momentu życia, w którym na tyle wszystko zrozumie, że już nie będzie popełniał tych wszystkich złych decyzji, że już nie będzie pakował się w problemy, że w końcu zacznie oddychać pełną piersią i już nigdy nie będzie trwał w smutku.

Tak sobie myślę – kiedy to się wszystko skończy? Czy człowiek jest w stanie dożyć do takiego momentu życia, w którym na tyle wszystko zrozumie, że już nie będzie popełniał tych wszystkich złych decyzji, że już nie będzie pakował się w problemy, że w końcu zacznie oddychać pełną piersią i już nigdy nie będzie trwał w smutku. I myślę dalej – ile człowiek musi wypłakać łez, żeby posiąść tę tajemną wiedzę? Wiedzę, dzięki której będzie cieszył się codziennym szczęściem.

limit-cierpienia-1

Człowiek robi się coraz to bardziej zgorzkniały i smutny

A później przypominam sobie, że z czasem człowiek robi się coraz to bardziej zgorzkniały i smutny. I nie mogę tego pojąć… Bo przecież na tyle doświadczeń to już powinniśmy być mądrzy! A w tej naszej mądrości powinniśmy widzieć jasno co powoduje krzywdę i się w to po prostu nie pchać po raz kolejny.

A tymczasem pakujemy się raz po raz w takie samo gówno, w takie same relacje, problemy, zachowania, interesy. Może nawet myślimy, że teraz to się musi potoczyć inaczej, ale nie toczy się. Wszystko sprowadza się do tego samego.  I znów rozczarowania, straty, płacz, smutek, żal, gniew. I najlepsze jest to, że nie możemy za to nikogo winić. Tylko samych siebie. Owszem – fajnie jest umyć sobie ręce i zrzucić przyczynę tego wszystkiego na drugą połówkę, szefa, klienta, dziecko, kumpla, psa czy rząd. Ale nie oszukujmy się. Ileż można szukać winnego na około jeśli on siedzi w nas samych? To my nie jesteśmy nigdy na tyle mądrzy, żeby pójść w tę dobrą stronę. To my ciągle zadowalamy się pozornymi radościami zamiast odnaleźć prawdziwe szczęście, a później dziwimy się czemu jest tak a nie inaczej, czemu znów nie wyszło, czemu znów jesteśmy w jakimś bagnie, czemu znów boli nas serce.

Setki doradców

Wszędzie na około mamy setki doradców, mądrych książek, filmów. Ba! Nie trzeba nam nawet tego wszystkiego, bo przecież wiemy, że jeśli wsadzimy rękę do ognia to się poparzymy, a jednak widząc ognisko wskakujemy do niego bez zastanowienia – jak gdybyśmy nigdy wcześniej się nie spiekli i widzieli takie zjawisko po raz pierwszy, a ono nas przyciągnęło swoim ciepłem. Tylko, że to ciepło nas spali do cna. Kurde! Przecież powinniśmy to wiedzieć! Więc po cholerę tam wskakujemy?

Właśnie... Może w tym jest problem, że to nas przyciąga swoim ciepłem, a nam przecież jest tak okrutnie zimno! Z dnia na dzień zamarzamy. Potrzebujemy się ogrzać. Lecz z drugiej strony patrząc - iluż jest ludzi, którym choć zimno, to od dawna boją się najmniejszego ciepła? Czy cała zabawa polega na tym, żeby podejść blisko, ale jednak zachować pewien bezpieczny dystans? Tylko gdzie wtedy mowa o tym pięknym, bezgranicznym, całkowitym wręcz zaangażowaniu? Oddaniu się miłości, pracy, czy idei?

limit-cierpienia-2

Powołani do szczęścia i miłości

Z jednej strony uczą nas poświecenia, z drugiej zaś nikt nam nie powiedział ile razy w życiu możemy podnieść się po porażkach, krzywdach czy odtrąceniach. Czy jest jakiś limit? Bo przecież nie chcemy raz po raz się się parzyć, nie chcemy też całkowicie zamarznąć. Głupio jest być na tyle zgorzkniałym, żeby odrzucać wszystko na wstępie, głupio jest też ślepo w coś wskoczyć, ale i głupio jest podchodzić połowicznie, bo bez całkowitego oddania nigdy nie przekonamy się czy udało by się to coś tak naprawdę. Czy wdawać się w takim razie w kolejne próby? Nie wiem. Ale pewnie tak. Bo co nam pozostało? Siedzieć bezczynnie i powoli umierać patrząc jak życie przecieka nam przez palce?

O ile na pewne rzeczy nie mamy wpływu, o tyle zawsze możemy postarać się o jedno - o rozwagę i świadomość podejmowanych przez nas decyzji. Starajmy się być na tyle skupieni i uważni, żeby dostrzegać i pielęgnować to co nam sprzyja, a odrzucać to co działa na nas destrukcyjnie. Bo nie po to żyjemy, żeby ciągle płakać. Wierzę, że zostaliśmy powołani do szczęścia i miłości. Tylko gdzieś po drodze zabłądziliśmy. Miejmy więc odwagę i mądrość na bezpieczny powrót do dobrej ścieżki. I cieszmy się. Pomimo tych wszystkich upadków - cieszmy się życiem.

Kate

Cześć, jestem Kate, a to jest właśnie mój blog - moimi wpisami Ameryki nie odkryję, ale mam nadzieję, że dzięki nim bardziej świadomie spojrzysz na swoje życie i otaczający świat. Może nie nauczę Cię jak być trendy, zawsze na topie, bo sama zbyt często czuję się „do tyłu”, ale… dzięki temu dokopiecie się tutaj do ponadczasowych prawd, które tak często umykają nam dziś w tym zabieganym świecie.